Kiedy wiatr zmieszał się z chłodem, bezwstydnie wołam do Ciebie. Mój głos zamiera. W czterech ścianach. Kochałem ogrody. Wołam o kierunek na niebie. Będę na kolanach, nie wiem. Mówią, głód równy ciału. Połknij mnie jak powietrze, choć głowę mam ciężką cierpieniem.
Spierdalaj.
Najwyżej bawisz się ze mną. Obetnę włosy, zdejmę ubrania i pójdę w świat. Zamek będzie czekał, a potem Luna. Przetrwam lato, nie wiem.
Kocham Cię.
Spierdalaj.
Kocham Cię.
Spierdalaj.
Kocham.